Tak łatwo nie robić nic, gdy robi się tak wiele

Czy zatrzymujecie się czasami, by pomyśleć nad swoim życiem? W czasach szkoły podstawowej, tej starej, zdarzało mi się to nader często i wręcz mówiono o mnie, że jestem jakimś dziwnym dzieciakiem. W liceum miałem opinię filozofa, który tam coś sobie non stop myślał, planował, kombinował i po prostu marzył. Tyle projektów, a tak mało możliwości ich realizacji. Potem przyszły studia. Na początku nie było na nic pieniędzy, ale głowa ciągle była pełna pomysłu. Zaczynałem mieć coraz mniej czasu, bo studia to w końcu nie przelewki.

Potem też pojawiła się praca i już w ogóle robiło się duszno, ale cały czas udawało mi się wygospodarować dziennie po dwie, może trzy godziny na namalowanie czegoś. A właściwie na kontynuowanie pracy nad jednym z moich dzieł. Był to czas w moim życiu, kiedy fascynowała mnie batalistyka. Wszystko od miecza i topora po nowoczesne samoloty. I malowałem to na płótnie, takim prawdziwym, pachnącym. Podobno mam do tego całkiem niezły talent. Oczywiście moje podstawowe zajecie to informatyka, ale z biegiem czasu poprawiał mi się  warsztat i w pewnym momencie nawet na przeszkodzie mojej pierwszej prawdziwej wystawie stanęło tylko to, że akurat miałem za mało gotowych portretów, a wystawiane w cyklu młodych artystów miały być właśnie portrety.

Chciałem to natychmiast nadrobić, bo właśnie skończyłem studia i chociaż załapałem już pierwszą pracę, nie wydawała się aż tak wciągająca. Właśnie tam poznałem Basię i kilka miesięcy po prostu uciekło mi z życiorysu. Cały czas spędzałem z nią aż do chwili, kiedy z roboty mnie wywalili. Niby przez nią, bo w miejscu pracy nie wolno tak ostentacyjnie facet z kobietą… Bez problemu znalazłem inną. Pracę oczywiście. Bo Basia już została. Jako żona.
Nie mogło być inaczej, bo zaraz pojawili się Krysia i Maciek. Dwoje najpiękniejszych dzieci na świecie. Kto nie ma bliźniaków, nie wie, ile to szczęścia i ile to pracy. Teraz zaczynają już szkołę. Kiedy to przeleciało?

No właśnie: kiedy? Zdałem sobie ostatnio sprawę, że od dawna nic nie namalowałem. Praca, dzieci, dom. Moje oleje i płótna znalazłem tylko dlatego, że przeprowadzamy się właśnie do nowo wybudowanego domu. Wreszcie. Ostatnie kilka lat właściwie tylko żyłem codziennością. Czy to źle? Na pewno nie. Jestem szczęśliwy szczęściem prawdziwym. Ale pojawia się z tyłu głowy refleksja. Kiedy załatwię sprawy dnia codziennego, nie chce mi się już nic więcej. Dziwne uczucie.